Klemens „Klimek” Bachleda - Blog - Przewodnik Tatrzański - wycieczki w Tatry- Przewodnik Górski

firma przewodnicka
Google
facebook
Tatry przewodnik
Przejdź do treści

Klemens „Klimek” Bachleda

Przewodnik Tatrzański - wycieczki w Tatry- Przewodnik Górski
Opublikowany przez w Tatry ·
Klemens Bachleda to postać legendarna związana z dawnym Zakopanem i przede wszystkim Tatrami, jeden z najznakomitszych przewodników tatrzańskich. Jako sierota młodość spędził, pracując u gazdów w Zakopanem, na halach oraz przy budowach na Podhalu i po słowackiej stronie. W 1873 r. z wielkim poświęceniem pomagał podczas epidemii cholery panującej w tym czasie w Zakopanem. Trudnił się także kłusownictwem, dzięki czemu dobrze poznał Tatry.

Klemens Bachleda
Początkowo chodził na górskie wycieczki jako tragarz na wyprawach dr. Tytusa Chałubińskiego. Terminował u znakomitych przewodników: Macieja Sieczki, Szymona Tatara starszego i u obu Jędrzejów Walów.
Klemens Bachleda odznaczał się niezwykłą orientacją w trudnym terenie skalnym i był jednym z najlepszych wpinaczy swoich czasów. Ceniony nie tylko za swą zręczność i świetną orientację, ale również za kulturę osobistą, ofiarność i poświęcenie. W 1886 został przewodnikiem I klasy a od chwili wyjazdu z Zakopanego Jędrzeja Wali młodszego uważany za najlepszego z nich. Nazywany był Orłem Tatrzańskim oraz „królem przewodników tatrzańskich".

Klimek miał w swoim dorobku wiele pierwszych wejść (w tym także zimowe) m.in. na Staroleśny Szczyt 1892 r., Ganek 1895 r., Rumanowy Szczyt 1902 r., Kaczy Szczyt 1904 r., Kozie Czuby 1904 r. Był uczestnikiem w I zimowym wyjściu na Gerlach w 1905 r. Chodził po górach jako towarzysz wielu znanych taterników przełomu XIX i XX wieku. Był jednym z pierwszych członków Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W sierpniu 1910 r. Klemens Bachleda zginął śmiercią ratownika, gdy w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych próbował dotrzeć do rannego Stanisława Szulakiewicza, który utknął w północnej ścianie Małego Jaworowego.

Poniżej wspomnienie o wyprawie ekipy ratowników po zwłoki Klemensa Bachledy, który zginął bohaterską śmiercią w lawinie kamiennej w żlebie Wyżniej Rówienkowej Przełęczy.

--- raczej wiem, myślę, że Klimek nie żyje, niźli mogę wewnętrznym przekonaniem w to uwierzyć. ---
Zdawało się, że ten człowiek góry w zupełności opanował i zwyciężył i tak już bezpieczny jest we wirchach, jak inni na bitym gościńcu, i dlatego wierzyć w śmierć jego nie chciałem, gdy mnie wieść doszła, iż w górach zaginął. ---
--- kiedy już wszyscy, ze sił wyczerpani --- po dniu spędzonym bez żywności i w przemokłym odzieniu na skałach, przed zmierzchem ostatnim wysiłkiem na dół schodzili — Klimek darł się wciąż jeszcze w górę, pewny że słyszy głos wzywającego ratunku, niedbały na wołania do powrotu go wzywające ---.
Zniknął w mgle i mroku za skalnym załomem wysoko, wysoko kędyś pod niebem; słyszano lawinę spadającego kamienia — wołano go jeszcze i czekano nań do ostatniej chwili dnia, kiedy on już nie żył prawdopodobnie. ---
W piątek dopiero pod wodzą niestrudzonego naczelnika wybraliśmy się znowu popołudniową godziną do Jaworzynu. Było nas ośmnastu wraz z ochotnikami. ---
Po nocy tedy, spędzonej na słomie rozesłanej na strychu papierni, wyruszyliśmy o godzinie trzeciej z rana na poszukiwanie Klimka, tym razem już bez nadziei, abyśmy go żywym znaleźć mogli. ---
Droga nasza, zrazu nie najgorsza, wiodła granią szeroka po piargu grubym i stromych trawiastych upłazkach. Na widoki czarodziejskie, ze wszech stron się roztaczające, nie było czasu patrzeć; gnaliśmy naprzód prawie bez wytchnienia. ---
Wreszcie  po godzinie jedenastej przed południem byliśmy po Turnią Hakowatą, ostatnią w drodze przeszkodą, gdy naraz przewodnik Wawrytka, który w tej chwili szedł naprzód, odwrócił się ku nam :
— Klimek znajdziony !
Pobiegliśmy ku niemu. Tam na dole, z czarnej, nieprawdopodobnie spadzistej, przepotężnej ściany Małego Jaworowego dawano nam znaki, że zwłoki odnaleziono w czeluści żlebu dzielącego głębokim wrębem Hakowatą od Szczytów Jaworowych. ---
Na razie wyprawa była skończona; wypadało wracać. ---
Z powodu ulewnego deszczu w nocy utworzył się w żlebie, gdzie ciało leżało, spieniony wodospad nie pozwalający nawet marzyć o wydostaniu się w górę tą jedyną drogą, jaka nam pozostawała. ---
Trzej przewodnicy: Wawrytka, Marusarz i Suleja, poszli naprzód z linami, żelaznymi hakami i zbitą jeszcze poprzedniego dnia w lesie drabinką; my we trzech, z wyjątkiem Byrcyna, który został ognia pilnować, posuwaliśmy się za nimi po olbrzymim usypisku piarżystym ku ogromemu śniegowi u wylotu żlebu ---.
Zaczęła się gorzka robota. Przewodnicy za pomocą drabinki, na bitych w ścianę hakach zawieszanej, poczęli piąć się w górę, pokonując pierwszy, czterdziestometrowy przewieszony stopień żlebu. My, nie mogąc z braku miejsca pchać się już za nimi, asekurowaliśmy ich z dołu linami. Co chwilekamień obrywał się gdzieś z góry nad nami i pruł powietrze z groźnym warczeniem, niosąc śmierć dla głowy, która by przypadkowo napotkał. ---
A oni szli w górę, czepiając się czarnych skał, na linach między niebem a ziemią zawieszeni, w strugach lodowato zimnej wody, co z czarnej gardzieli na nich biła. ---
Nie wieżę, aby za jakąkolwiek zapłatę zgodzili się ci chłopi doskonali i jedyni na przebycie takiej drogi: pchała ich myśl, że czeka tam na nich ciało poszarpane straszliwym upadkiem starego orła skalnego, bohatera, ich towarzysza. ---
Dwóch blisko godzin potrzeba było, aby ci ludzie przebyli marne sto kilkadziesiąt metrów wzwyż, z największym mozołem zdobywając cal po calu!
Niewiele czasu upłynęło, kiedy oczom naszym na tle czarnej gardzieli źlebu zjawiły się zwłoki w zgrzebny całun już zaszyte, na linach do dołu puszczane. Za nimi ukazali się przewodnicy, wodą ociekli, przemoczeni do nitki, zębami z zimna szczękający, tak że trudno było zrozumieć, co mówili. ---
O godzinie dziewiątej wieczorem złożyliśmy wreszcie zwłoki z ramion na Polanie Jaworzyńskiej, gdzie oczekiwała na nie przysłana z Zakopanego trumna i komisja sądowa z Kieżmarku. Pięć godzin bez mała trwało znoszenie.

Jerzy Żuławski
Za zwłokami Klimka Bachledy, "Zakopane", 1910.

Klemens Bachleda został pochowany w Zakopanem na nowym cmentarzu przy ul. Nowotarskiej. Na jednej z want u stóp Jaworowych Szczytów lwowski AKT umieścił w r. 1911 tablice upamiętniająca śmierć Klimka. Tablica obecnie znajduje się na Symbolicznym Cmentarzu pod Osterwą koło Popradzkiego Stawu.
Postać znakomitego przewodnika pojawia się w opisach wycieczek tatrzańskich wielu dawnych turystów i taterników. W Zakopanem działa zespół regionalny im. Klimka Bachledy. Także w Zakopanem jest ulica Klimka Bachledy. Największe Stowarzyszenie Przewodników Tatrzańskich w Zakopanem nosi imię „króla przewodników tatrzańskich".

Źródło:
„Wielka Encyklopedia Tatrzańska” Zofia i Witold H. Paryscy




Brak komentarzy

Wróć do spisu treści